BIOTON - Przychodnia Bioterapii


Wstęp

Bioterapeuci

Szkolenia

Prasa o Nas

Zdjęcia

Aktualności

Kontakt


Polecane Strony

Naturalny Sklepik







BIOTON – Zdjęcia


Życie jest wartością największą, aby jednak było pełne potrzebne jest zdrowie.

Gdy zachoruje dziecko, matka gotowa jest zrobić wszystko, aby wyzdrowiało.
Czasami „wszystko" nie wystarcza i stajemy bezsilni obliczu nieuleczalnej choroby.
Czasami potrzeba dotyku rąk pana Pawła Połoneckiego.

Nie ma takich słów, które w pełni oddałyby wdziecznosć matki za zdrowie dziecka. Nazywam się Ewa Puciłowska. Mam 32 lata i jestem matką siedmioletniego syna, który w wieku dwóch lat został zdiagnozowany jako-autystyczny. Z zaleceń specjalistów wynikało, aby najlepiej umieścić dziecko w zakładzie specjalnym, ponieważ, nie ma-żadne} nadziei-by dziecko kiedykolwiek rozpoznawało nas jako swoich rodziców.

Nasz syn. nie mówiła niegaworzył jako niemowlę, nie-chciał bawić się zabawkami tak jak inne dzieci w jego wieku. Nie reagował na nic z wyjątkiem światła i swoich paluszków^ którymi-zabawiał się jak zahipnotyzowany poruszająe nimi na przeciwko swoich oczu. Jedyny dźwięk jaki wydawał to był krzyk. Ostry, przenikliwy krzyk, który rozbrzmiewał w naszym-mieszkaniu kilkadziesiąt razy dziennie, Krzyczał, gdy chciał jeść, pić, gdy cieszył się oglądając swoje paluszki. Nie lubił być brany na ręce, dotykany, wtedy krzyczał i uderzał siebie-w główkę swoimi mały mi- piąstkami Nie reagował na swoje imię, nie rozumiał co się wokół niego dzieje i nie wiedział kto to mama.

Byliśmy zrozpaczeni. Po nocach płakałam i czytałam starając się zrozumieć, poznać przyczynę, znaleźć rozwiązanie, nie mogąc pogodzić się z bezsilnością.' W dzień staraliśmy się zainteresować nasze dziecko czymkolwiek- Mogę śmiało powiedzieć, że stałam się exportem w dziedzinie autyzmu, nie polepszało to jednak stanu zdrowia-mojego dziecka. Odwiedziliśmy jeszcze jedna panią doktor, która jedynie potwierdziła poprzednią opinię pediatry i zaczęły się nasze wizyty raz na dwa tygodnie u logopedy y neurologa, psychiatry. Wykonywaliśmy zalecane ćwiczenia, ale nasze dziecko nadal na nic nie reagowało. Zalecono nam kilka programów przedszkolnych dla dzieci specjalnej troski. Widzieliśmy inne dzieci-autystyczne,- , monotonnie kiwające się pozostawione same sobie w piaskownicach lub biegające od ściany do ściany w pokoikach przedszkolnych. Nie mogliśmy zdecydować się na zostawianie naszego dziecka w takiej „przechowalni".

Gdy syn miał dwa i pół roku znajomi pokazali nam artykuł w gazecie q leczeniu pana Pawła Połoneckiego. Mój mąż był nastawiony bardzo sceptycznie, jednak zdesperowani coraz większym opóźnieniem rozwoju naszego syna jak również znikomymi szansami ze strony lekarzy, zdecydowaliśmy się na wizytę u pana Pawła-Połoneckiego.

Mówi się że cudów nie ma każdy jednak pragnie-wierzyć-

Po pierwszej wizycie u p. Pawła Połoneckiego zgodnie z jego zapowiedzią nasz syn spał ponad dwie godziny. To przebudzenie będę miała w pamięci na-zawsze. Zatrzymaliśmy się na parkingu supermarketu, aby zrobić zakupy. Nasze dziecko obudziło się i po raz- pierwszy w życiu wyjrzało za okno Nie na swoje-paluszki, bez krzyku, po prostu spojrzało z zainteresowaniem. Do tej pory nasz syn patrzył na wszystko tym samym nic niewidzącym spojrzeniem zamyślonego starca, który nie widzi i nie dba co się wokół niego dzieje. Tym razem jego oczy poruszały się za przejeżdżającymi samochodami i przechodzącymi ludźmi. Te oczy patrzyły i wreszcie widziały. To spojrzenie żyło.

Trzy dni trwało przebudzenie naszego syna. W ciągu tego czasu nauczyliśmy go rozpoznawać rzeczy wokół, których uczył się szybko. Po trzech dniach jakby zaczął wracać do stanu poprzedniego bez zainteresowania patrzył na-obrazki i zabawki. Jednak nie zapomniał, tego, co poprzednio zapamiętał i z wielkim trudem, powoli ożywiał się co jakiś czas wykazując zainteresowanie nowymi rzeczami. Coraz bardziej z każdą wizytą u p.Pawła Połoneckiego nasze dziecko budziło się do życia. Miało świetną pamięć. Pewnego dnia podbiegł do mnie wyciągając rączkę dotknął mojego podkoszulka i powiedział: kwiatek wskazując na duży słonecznik. Pierwsze jego słowo. Podniosłam, go do góry wirując z nim z radości Wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. To nic, że trzeba mu nadal przecierać jedzenie ponieważ nie umie przeżuwać dławi się. To nic że nie umie wchodzić po schodach, skoro może mówić, uczy się coraz więcej, coraz mniej krzyczy i zaczyna się wreszcie śmiać! Trudno jest żyć nie słysząc śmiechu własnego dziecka. W wieku czterech lat mój syn obudził mnie rano całując w policzek i powiedział: kocham cię. i

Jeździliśmy do p-. Pawla Połoneckiego co dwa-tygodnie około 5 miesięcy. Postęp naszego syna był tak zauważalny. że specjaliści stwierdzili, że musiała być pomyłka w diagnozie, Nie będę dyskutować na ten temat, gdyż jako nauczycielka plastyki z Polski i studentka psychologii na uniwersytecie w Toronto, znam stanowisko naukowców w tej sprawie

Nasze dziecko nadrabiało zaległości z każdym dniem. Wizyty u p. Pawła Połoneckiego potęgowały Jego receptywność Obawialismy się, że po wyjeździe p.Połoneckiego nasz syn zatrzyma się znów, jednak tak się nie stało. Nadal robił postępy chociaż niecce wolni ej.

Konrad ma. obecnie 7 łat. Jest normalnym, zdrowym dzieckiem, kończy pierwszą klasę z nąjlepszymi ocenami, uczy się języka francuskiego bez problemu i zdobył rok temu-żółty pas w karate. Jest odrobinę nieśmiały ma wspaniałe poczucie humoru i z pewnością nie można posądzić go o małomówność, gdy wykłóca się o dodatkowe pół godziny gry w nintendo W systemie nauczania kanadyjskiego Konrad został zaklasyfikowany do grupy dzieci specjalnie uzdolnionych.

Nasza wdzięczność dla p. Pawła Połoneckiego jest przysłowiowo dozgonna i trudno jest znaleźć odpowiednie słowa podziękowania za bezcenny dar jakim nas obdarował, to znaczy zdrowie naszego dziecka.

Ewa Piłowska-